popularyzacja

Wielka migracja i narzeczeni do wynajęcia

Globalne zainteresowanie Chinami sprawia, iż wiemy, że 31 stycznia rozpoczyna się Chiński Nowy Rok. Być może gdzieś napisano, że potocznie zwany jest on Chunjie (春节), czyli „Świętem Wiosny”. Gdzieś przy okazji wspomniano o chińskim kalendarzu, starając się opowiedzieć historię o pięciu pierwiastkach i połączeniu dwunastu lat z nazwami zwierząt. Może któryś z redaktorów przypomniał, że – po mijającym Roku Węża – nadchodzi Rok Konia. Gdzieś przy okazji puszczono migawkę o chińskich pierożkach (jiaozi/饺子), które serwuje się w tych dniach z podobnym namaszczeniem, jak w Polsce świątecznego karpia. Być może napomknięto o zwyczaju przyklejania noworocznych kupletów po obu stronach drzwi, a trzeciego nad drzwiami, jak również odwróconego znaku fu (福), który spowodować ma pomyślność („odwrócone fu” – 福倒 brzmi po chińsku tak samo jak „szczęście przyszło” – 福到/fu dao). Choć wszystko to, o czym wspomniałem, mówi nam coś o Chinach, to jednak nie te fakty i zdarzenia odsłaniają specyfikę współczesnego Państwa Środka.

Fot. Arkadiusz Gut
Fot. Arkadiusz Gut

Psycholodzy społeczni, poza oczywistym odniesieniem do języka, systemu politycznego, ekonomii, geograficznego usytuowania, systemu edukacyjnego, sztuki i jedzenia czy roli kobiety, jeśli próbują uchwycić specyfikę narodu lub państwa, poszukują wewnątrz tegoż narodu lub państwa takiej grupy społecznej lub takich zachowań, które są unikalne i niepowtarzalne albo w swej jakości, albo – co najmniej – w swym ilościowym wymiarze.
Szukając niepowtarzalnej grupy społecznej, podążmy tropem wielkiej migracji, która rozpoczyna się i trwa za Wielkim Murem w okresie Chińskiego Nowego Roku przez kilkadziesiąt dni, i to w skali przekraczającej naszą europejską wyobraźnię. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że każdy z mieszkańców Unii Europejskiej, których jest dzisiaj 490 milionów, podejmuje podróż – w obie strony – z trzema lub więcej przesiadkami, każdy Polak udaje się w lutym w podróż samolotem, a w tym czasie z Warszawy wyjeżdża codziennie 1/4 jej mieszkańców. O ile radzimy sobie z wyobrażeniem sobie, jakby to mogło wyglądać we francuskich pociągach TGV i na lotnisku w Amsterdamie, o tyle nasza polska wyobraźnia ma kłopot z przedstawieniem sobie, co by się wówczas stało z rodzimymi kolejami czy terminalem Portu Lotniczego im. Chopina.

Fot. Arkadiusz Gut
Fot. Arkadiusz Gut

Szacuje się, że w okresie Chińskiego Nowego Roku odbywa się w Chinach 3,41 mld indywidualnych podróży. Ludzie z wielkimi torbami, kartonami z ulubionymi wanienkami do masażu stóp, uwędzonymi kaczkami oraz kupionymi na dworcach jako przekąska nóżkami kurczęcymi w kolorowych opakowaniach, przesiadają się z samolotów do pociągów, z pociągów do autobusów, z autobusów do samochodów lub na motorowery. W tygodniu poprzedzającym Święto Wiosny Pekin opuszcza każdego dnia około 400 tys. ludzi. Do samolotów wsiada 35 mln pasażerów. Na drogach w dni poprzedzające święto porusza się 840 tys. autobusów, a rzekami i kanałami płynie 13 tys. statków i barek. System pociągów dalekobieżnych zmierzy się z 225 mln podróżnych.

Fot. Arkadiusz Gut
Fot. Arkadiusz Gut

Kim jest ta rzesza podróżników, którzy, jak Xinyue, wyrusza np. z położonego w północno-wschodnich Chinach Shenyangu w okolice Chengdu, w 32-godzinną podróż na twardym siedzeniu pociągiem typu „T” (ekspres), by po 22 godzinach przesiąść się na 6 godzin do autobusu dalekobieżnego, a potem do lokalnego busa? Gros tej rzeszy podróżników (oprócz 300 mln, którzy na stałe zamieszkali w ostatnich 20 latach w miastach) stanowią migracyjni pracownicy (nongmingong/农民工). To oni, w liczbie szacowanej obecnie na 221 mln, zamieszkujący tymczasowo wielkie aglomeracje, przyciągnięci możliwością uzyskania wynagrodzeń od pięciu do dziesięciu razy większych niż w rodzimych stronach, wyruszają w jedyną w roku podróż do domu. Tylko w tych dniach, przed i po Święcie Wiosny, ujawnia się w całej swej masie specyficzna dla Państwa Środka grupa społeczna. Na co dzień niewidoczni, ciągle w pracy, budujący gigantyczne osiedla, sprzątający ulice, hotele, restauracje i domy. Rozproszeni po licznych jadłodajniach, wtopieni w rzeszę miejskiego tłumu. Znikają. Swą obecność zaznaczają raz w roku, zapełniając perony, koczując na przydworcowych placach. Są inni. Wielkie pakunki. Worki zarzucone na plecy.
Miasto i wieś ciągle dzieli w Chinach przepaść. Roczny średni dochód w mieście, wynoszący obecnie 21 tys. RMB (11 tys. zł), jest 5-krotnie wyższy niż na wsi. Statystyka to jedno, życie to jednak co innego. Jakaż musi to być naprawdę różnica, skoro około 27% migrujących robotników wiejskich godzi się na miesięcznie zarobki w wysokości 1000 RMB (500 zł), pracując po 10 godzin dziennie 7 dni w tygodniu! Pozbawieni jakiegokolwiek ubezpieczenia czy opieki medycznej, zamieszkujący w wieloosobowych pokojach, pozostawiający dzieci i żony pod opieką dziadków, są kluczowym trybikiem w maszynerii cudu gospodarczego. Nie mają możliwości przeprowadzki. Nie mają miejskiego hukou (户口), czegoś co łączy w sobie zameldowanie i dostęp do podstawowych usług publicznych, w tym edukacji dla ich dzieci. Są jak ludzie wynajęci tymczasowo, bez prawa do przenosin na stałe. Są w mieście, ale ich życie jest daleko stąd – gdzieś w świecie bez wieżowców, luksusowych sklepów czy KFC, których na jednej ulicy w chińskich mega-miastach jest więcej niż w całej Warszawie. To na tych tzw. migrantów, podczas tego jedynego w roku urlopu, trwającego od kilku dni do paru tygodni, czekają żony, dzieci, rodzice oraz całe wioski. Szacuje się, że około 50 mln kobiet, żon migracyjnych robotników, żyje samotnie, wychowując dzieci, czekając na odwiedziny męża, jedyne w roku. Święto Wiosny to jedyny w roku czas, kiedy mogą spędzić czas z rodziną.

Fot. Arkadiusz Gut
Fot. Arkadiusz Gut

Jest to czas także na dobrą propagandę, a Chińczycy kochają show. W mediach gwiazdy telewizyjne i estradowe, mogące mierzyć się dobrobytem z Oprah czy Jay Leno, organizują próby zakupu biletu dla migracyjnych pracowników. Kupienie biletu nierzadko graniczy z cudem. Nie dlatego, że oficjalna strona internetowa sprzedająca bilety on-line, która „obsługuje” 200 tys. użytkowników na sekundę i notuje półtora miliarda wejść i rezerwacji dziennie, nie jest w stanie poradzić sobie z takim ruchem. Sęk w tym, że kiedy rozpoczyna się sprzedaż w tradycyjnych kasach, biletów zostaje niewiele. Migracyjni robotnicy, pozbawieni dostępu do Internetu, ciągle w pracy, nie mają szans, aby zajrzeć do diannao (电脑 –„elektrycznego mózgu”, gdyby dosłownie tłumaczyć chińskie słowo oznaczające „komputer”). Wtedy wkraczają gwiazdy talk-show, organizują woluntariuszy, pomagają odkupić zwroty i pokazują ze współczuciem los migracyjnego robotnika. Wyszukują kogoś takiego jak choćby Liu, który po kilku latach pracy chciałby wreszcie dotrzeć do rodziny. Biletu nie ma. Pomoc przychodzi w świetle kamer. Płaczą wszyscy w kolektywnym zadowoleniu. Pomoc jednostce traktowana jest jako wsparcie całej grupy. Zadanie społeczne w duchu braterstwa zrealizowane. Nikt nie traktuje tego jako propagandy, ale jako troskę, która nota bene nie ma charakteru indywidualnego, lecz grupowy. Nawet sam Liu wie, że nie chodzi o wyróżnienie dla niego. Jego radość jest radością innych. Sukces grupy jest przecież ważniejszy niż sukces indywidualny. Nie kto inny, jak grupa robotników migracyjnych, ucieleśnia najmocniej „ja współzależne”, ukształtowane w oparciu o zadania i cele grupy, w której jednostka ma się poczuć „harmonijnie”.

Co prawda, w Chinach kolej rozwija się szybciej niż gdziekolwiek indziej. Wprowadzane są pociągi typu „D”, jeżdżące z prędkością 200 km/h, oraz „G”, poruszające się 300 km/h. Sieć kolejowa tworzy połączenia komunikacyjne o łącznej długości 120 tys. km, redukujące 30-godzinne podróże (np. z Pekinu do Kantonu) do kilkugodzinnych czy umożliwiające dotarcie do Pekinu z Shenyangu (dystans 700 km) w cztery godziny za 207 RMB (105 zł). Mimo tego, większość migracyjnych robotników i tak wyrusza w podróż pociągami typu „T” i „K”, przypominającymi naszą rodzimą kolej. Li Yan, jedna z nich, z przejęciem opowiada: „Kupując bilet ying zuo (硬座 – „miejsce twarde siedzące”), oszczędzam 200 RMB, gdyż ruan zuo (软座 – „miejsce miękkie siedzące”) kosztuje ponad 400 RMB. Oszczędzam dalsze 250 RMB, gdyż nie kupuję kuszetki, za którą trzeba zapłacić ponad 600 RMB”. Tak pokonuje dystans ponad 2 tys. km. Opowiada, że jak nie ma biletów, to za jakieś 150 RMB można kupić wu zuo (无座 – „bilet z miejscem stojącym”), który może oznaczać miejsce leżące, jeśli uda się usytuować gdzieś w korytarzu lub w pobliżu toalety. „Kupujesz dużo zup, tanich, za jednego RMB (50 groszy)” – powiada. „Wrzątek w każdym pociągu na korytarzu jest gratis. Odkręcasz kranik, zalewasz i rozpoczyna się siorbanie. Do tego nóżki kurczęce, w lepszym wypadku szyjki – ssanie i ćlamkanie gwarantowane. Robisz to, co inni, bo inaczej nie przeżyjesz tych odgłosów. Potem śpisz lub oglądasz na tablecie filmy, oczywiście bez słuchawek. Kakofonia ćlamkania, ziewania, plucia, muzyki i dialogów filmowych gwarantowana”. Chiny w całej krasie swoich życiowych odgłosów. Migracyjny robotnik w drodze.

Fot. Arkadiusz Gut

Jest jeszcze coś, co w okresie obchodów Święta Wiosny odsłania ducha współczesnych Chin. Nawet kiedy zbliża się tradycyjny czas odpoczynku (jedyny w roku), biznes w Chinach nie próżnuje. Bynajmniej nie chodzi tu o sprzedaż fajerwerków i związane z tym trzytygodniowe szaleństwo. Serwisy zajmujące się pośrednictwem w poszukiwaniu pracy zamieszczają ogłoszenia: zuyong nan pengyou (租用男朋友 – „chłopak (narzeczony) do wynajęcia”). Chiny to ciągle tradycyjny kraj, przed trzydziestką wypada założyć rodzinę, dziewczyna musi znaleźć męża, a chłopak – żonę. Udanie się na Nowy Rok do domu jest dla młodych przesiedleńców ze wsi do miasta niebagatelnym wyzwaniem. Muszą albo pojawić się z kimś, albo mieć przekonującą opowieść, ilustrowaną zdjęciami. Rodzice muszą widzieć, że jiehun (结婚 – „żeniaczka”) tuż tuż. Pojedynczy człowiek nie przetrwa – potrzebuje ścisłej relacji z innym „ja”, względem którego ustali swoje pragnienia i formy zachowania. Żywe jest konfucjańskie przekonanie, że moralność ustala się w wyłącznie w rodzinnie i klanowo utrwalonej hierarchii społecznej. Obyczaj rodzinny jest źródłem moralności, a synowskie oddanie i posłuszeństwo – nawet jeśli ma być odegrane – jest ciągle najważniejszą cnotą.
Wie o tym Ding Hui, który zgłasza ofertę: wynajmie się za 3000 RMB (1500 zł) na dwa dni, aby udać się w noworoczną podróż jako rzekomy narzeczony. Cena wysoka, bo dobre wykształcenie, obycie oraz nienaganne ubranie. Szybko znajduje „klientki”. Sun, która po studiach została już w mieście, opowiada bez emocji: „Zabieram ze sobą kolegę ze studiów, jest obcokrajowcem”. Jadą około 30 godzin, mają się trochę ku sobie, ale to jeszcze nic pewnego. Ona nie ukrywa, że chcą zaspokoić pragnienie rodziców – skończyła studia, powinna już mieć chłopka. To wyjątkowa sytuacja, pierwszy raz z chłopakiem i do tego Amerykaninem. Babcia w rozmowie telefonicznej z wnuczką daje do zrozumienia, że oczekuje prezentu. Sun kupuje bransoletkę wykonaną z nefrytu, oczywiście w odcieniu lekko zielonym. Strony internetowe podają ceny. Wynajęcie narzeczonego to koszt najczęściej od 600 RMB (300 zł) w górę. Do tego trzeba opłacić podróż i – bywa – wydatki na ubranie. Można wynająć markowe torebki i zegarki (o tym innym razem). Poszukują głównie kobiety, mężczyźni raczej do wynajęcia. I nie chodzi tylko o presję społeczną. Tradycja to zapewne tylko jedno ze źródeł strachu. Córka musi mieć męża, bo tylko tak może pomóc rodzicom na starość. W przypadku kobiet zadanie jest łatwiejsze. Każdy wie, że chłopców jest więcej. W klasie szkolnej, liczącej średnio 55 osób, chłopców jest około 33 lub 35. Szacuje się, że w grupie wiekowej do 30 lat nierównowaga na korzyść chłopców i mężczyzn sięga 20 mln. Nie ma w tym przypadku – to efekt „polityki jednego dziecka”, połączonej z pragnieniem posiadania męskiego potomstwa. Przyczyny są znane i długo można by o nich pisać (innym razem). U rodziców chłopców obawy są jeszcze większe. To potęguje strach i presję rodziców – wiedzą o tym młodzi Chińczycy. Rodzice pytają i presja rośnie, bo Chiny mentalnie nie są społeczeństwem singli.

 

Pierwotnie tekst został opublikowany na http://natematchin.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *